bajki 7081 Bajek w serwisie



Bajka Dnia z 27.09.2026      
Jeżyk i krecik – zapasy Mały jeżyk o imieniu Jerzy i mały kret o imieniu Fred spotkali się zupełnie przypadkiem w podziemnych korytarzach. Szybko okazało się, że mieszkają bardzo blisko siebie, w norkach ukrytych pod korzeniami wielkiego drzewa. Zostali więc sąsiadami i, jak na dobrych sąsiadów przystało, często się odwiedzali.
Obaj byli jeszcze bardzo młodzi. Tak młodzi, że żaden z nich nie przeżył jeszcze prawdziwej zimy. Ta, która właśnie miała nadejść, miała być pierwszą zimą w ich życiu.
Pewnego ranka Fred, jak to miał w zwyczaju, przyszedł w odwiedziny do Jerzego. Obaj usiedli w przytulnej norce i zajadali się kawałkiem jabłka, którym poczęstował go jeżyk.
– Wyśmienite to twoje jabłuszko – pochwalił Fred. – Chętnie zjadłbym jeszcze kawałek.
– Niestety, drogi sąsiedzie, to był ostatni – odpowiedział Jerzy.
– Nic nie szkodzi. Lubię jabłka, ale nie jestem wybredny. Chętnie spróbuję czegoś innego z twoich zapasów – powiedział uprzejmie krecik.
Jerzy spojrzał na niego zdziwiony.
– Ale ja nie mam nic innego. Mogę zaraz pójść do parku i czegoś poszukać.
Fred aż otworzył pyszczek ze zdumienia.
– Jak to? Zbliża się zima, a ty nie zgromadziłeś jeszcze zapasów?
– Jakich zapasów? – zapytał Jerzy. – O czym ty mówisz?
– Nie wiesz, co to są zapasy? – zdziwił się Fred. – Czy twoja mama nie mówiła ci, że przed zimą trzeba zgromadzić dużo jedzenia?
– A po co mi tyle jedzenia? – odpowiedział jeżyk. – Jeszcze się zepsuje i będzie brzydko pachniało. Ja wolę świeże jedzenie.
– To ty naprawdę nic nie wiesz o zimie! – zawołał krecik.
– O czym niby nic nie wiem? – dopytywał się Jerzy.
– Moja mama mówiła, że zimą pada biały, zimny śnieg. Przykrywa ziemię, liście i trawę tak dokładnie, że bardzo trudno znaleźć coś do jedzenia.
Jerzy zamyślił się.
– Moja mama też opowiadała mi o śniegu, ale nic nie mówiła o robieniu zapasów. Powiedziała tylko, że przed zimą muszę znaleźć sobie ciepłe mieszkanie.
– Pewnie zapomniała ci powiedzieć – stwierdził Fred. – Ale nic się nie martw. Śnieg jeszcze nie spadł. Pomogę ci zebrać jedzenie.
Jerzy bardzo ucieszył się z propozycji sąsiada.
Razem wyszli z norki i ruszyli na poszukiwanie zapasów.
Nie było to jednak łatwe zadanie. Nadeszła już późna jesień. Z drzew opadła większość liści, które przykryły ziemię grubą warstwą. Wiele owoców dawno zniknęło, a to, co jeszcze zostało, trudno było odnaleźć.
Jerzy i Fred zaglądali pod krzaki, grzebali wśród liści i obchodzili park wzdłuż i wszerz. Po długich poszukiwaniach udało im się znaleźć tylko jedno, i to lekko nadgryzione, jabłko.
Zmęczeni i trochę zniechęceni wracali do domu.
– Nie martw się – pocieszał Jerzego Fred. – Ja zgromadziłem sporo zapasów. Mogę się z tobą podzielić.
– Naprawdę? – ucieszył się jeżyk.
– Oczywiście. Tylko nie wiem, czy ci posmakują. Nie mam owoców. Mam głównie korzonki.
Jerzy zrobił zaciekawioną minę.
– Nigdy nie jadłem korzonków. Jak smakują?
– Nie są słodkie jak owoce – odpowiedział Fred. – Są raczej twarde i mają zupełnie inny smak, ale dobrze mieć coś przygotowanego na zimę.
Jerzy spojrzał na niego z troską.
– Ale czy wystarczy ich dla nas obu?
Ich rozmowie przysłuchiwała się sowa siedząca na gałęzi wielkiego drzewa. Miała swoją dziuplę tuż nad norkami Jerzego i Freda, więc właściwie także była ich sąsiadką.
Słyszała, że obaj bardzo się czymś martwią, dlatego postanowiła zapytać:
– O czym tak poważnie rozmawiacie, drodzy sąsiedzi?
– Mamy kłopot – odpowiedział Fred. – Zbliża się zima, a Jerzy nie zgromadził zapasów.
Sowa spojrzała na nich ze zdziwieniem.
– A po co jeżowi zapasy na zimę?
Teraz z kolei zdziwił się Jerzy.
– Jak to po co? Co będę jadł, kiedy wszystko przykryje śnieg?
Sowa uśmiechnęła się.
– Jerzy, jeże większość zimy spędzają pogrążone w głębokim śnie. Dlatego twoja mama mówiła ci przede wszystkim o znalezieniu ciepłego i bezpiecznego schronienia.
Jeżyk aż szeroko otworzył oczy.
– Czyli nie muszę zbierać całej spiżarni jedzenia?
– Nie – odpowiedziała sowa. – Ty przygotowujesz się do zimy inaczej niż Fred. Kret nie zapada w taki sen jak jeż, dlatego musi radzić sobie zimą w inny sposób.
Fred podrapał się po głowie.
– A więc mama Jerzego wcale o niczym nie zapomniała.
– Właśnie tak – powiedziała sowa. – Każde zwierzę ma swój własny sposób na przetrwanie zimy.
Jerzy poczuł ogromną ulgę.
Podziękował Fredowi za chęć pomocy, pożegnał się z sową i wrócił do swojej norki. Ułożył jeszcze trochę suchych liści, poprawił posłanie i zadowolony wtulił się w miękką stertę.
Teraz mógł spokojnie czekać na nadejście zimy.
Leżąc w ciepłej norce, wyobrażał sobie park przykryty białym śniegiem. Bardzo chciał zobaczyć go choć raz.
Czy Jerzy doczeka się pierwszych płatków śniegu? Czy zdąży zobaczyć zimę, zanim zapadnie w głęboki sen?
O tym dowiecie się w następnej bajce o jeżyku Jerzym i kreciku Fredzie
Profil autora: EwaB  ilość bajek publicznych(318) ilość bajek dnia(319)

 ocena czytelników: 7,00 (11 głosów)

oceń tę bajkę:

 



    Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. „Fundusze Europejskie dla rozwoju innowacyjnej gospodarki”